Wiem, że to dziwne nie miaszkać na stałe z Mężem, ale wiecie jaka jest nasza sytuacja (moja praca w studenckim mieście, firma Męża w rodzinnym mieście, dom w remoncie, itd.), ale już niedługo się zmieni, bo pracuję tylko do końca tego miesiąca (projekt się kończy).Ważne, że... uwaga. uwaga, mieszkamy razem od prawie dwóch miesięcy ;)
I tu możecie pukać się w czoło - wielka mi rewelacja mieszkać z Mężem :D Dla nas jest to niesamowita nowość, bo choć jesteśmy razem ponad 5 lat, to dopiero teraz spędzamy ze sobą 24h/dobę ;)
I... przyznaję się bez bicia - w tym związku to ja jestem od rozrzucania skarpetek ;)
Razem gotujemy, razem sprzątamy (tzn. Dziubas więcej, bo ja chodzę do pracy), robimy wszystko razem (z kąpielami, prysznicami włącznie;)). Najbardziej lubię wieczory. Bo moje marzenie się spełniło - głośne pudło zwane telewizorem dawno wyłączone, leżymy sobie każde z nosem w książce, gdzieś cicho gra radio ze starymi piosenkami, które jeszcze miały melodię, a że dłonie mamy zajęte dotykamy się stopami :)
A jutro rozpocznie się tydzień pełen nerwów - KONTROLA z MEN-u w moim projekcie i wszystko jasne.
Ech, uciekam na kawkę :)
Msze dla dzieci kończą się ich masakrycznym wrzaskiem (z proboszczem na czele - oczywiście) "Dobrej niedzieli, dobrego tygodnia!!!!!!!!!!!!!!!!" - i tego Wam życzę :)
